9 marca 2010 roku o godzinie 11:30 oficjalnie zaczęła się nasza polsko-hiszpańska przygoda. Nasza grupa liczyła szesnaścioro uczniów i czworo nauczycieli. Lecieliśmy do obcego, egzotycznego kraju. Hiszpania przywitała nas piękną, słoneczną pogodą i wysoką temperaturą. Jednak warto wiedzieć, że jest ona krajem typowo pustynnym i mimo wysokiej temperatury w dzień, noce są bardzo zimne. Po trzech godzinach lotu wsiedliśmy w metro i jadąc przez Barcelonę oczekiwaliśmy z niecierpliwością końca całej podróży. Barcelońskie metro liczy aż 9 linii i gdyby nie towarzyszący nam brat Jose, zapewne krążylibyśmy po stolicy Katalonii bez końca.
Do Zaragozy dojechaliśmy około 21:30. Mimo dobrego nastawienia i optymizmu, zaczęliśmy się niepokoić - jak przyjmą nas hiszpańskie rodziny? Czy nasz angielski wystarczy do rozmów? Przecież przyjechaliśmy do zupełnie obcego kraju, w którym jest inna kultura i panują inne zwyczaje. Co będzie jeśli przypadkiem urazimy naszych Hiszpanów?
Pełni obaw przyjechaliśmy na dworzec, gdzie zostaliśmy miło zaskoczeni - nasze hiszpańskie rodziny czekały już na nas z dużą flagą Polski, gotowe i pełne entuzjazmu, by nas przyjąć. Mimo tak miłego przyjęcia z autobusu wychodziliśmy niepewni spotkania z naszą hiszpańską „drugą połową", z którą mieliśmy jedynie kontakt mailowy. Tego wieczora wiał zimny, porywisty, bardzo nieprzyjemny wiatr. Mimo tej przeszkody, okazało się, że część rodzin czekała na nas godzinę przed naszym przyjazdem!
Pierwszymi wrażeniami mogliśmy podzielić się następnego dnia, po obejrzeniu ogromnego zespołu szkół - przedszkola, szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum (ok. 1 500 uczniów). Okazało się, że wszyscy zostaliśmy bardzo miło ugoszczeni. Mimo tego, zaczęły wychodzić na jaw pierwsze różnice kulturowe, przede wszystkim w trybie życia. W Polsce jemy trzy posiłki dziennie plus drugie śniadanie, a najbardziej obfity jest obiad. W Hiszpanii jest inaczej - na śniadanie pije się zimne mleko lub kakao (picie herbaty nie jest uznawane za normalne i bardzo dziwi Hiszpanów!), ewentualnie kawę podgrzewaną w mikrofalówce. Do tego coś słodkiego - muffiny, ciasteczka lub czekolada. Pierwszy posiłek jest bardzo lekki. Później, około godziny 14:00 je się tzw. bocadillo (czyt. bokadijo) - bardzo dużą bagietkę z mięsem lub rybą. Kolejnym posiłkiem jest lunch (przed którym Hiszpanie jedzą tapas - przystawki np. krewetki w cieście, bardzo cienko pokrojone plasterki jamon - świńskiej nogi, które są uznawane za prawdziwy rarytas), na którym można spodziewać się typowej dla tego kraju kuchni: paella (czyt. paeja - ryż podawany z kurczakiem i warzywami, lub owocami morza), tortilla de patatas (omlet z ziemniakami), pulpo de gal lego (kawałki ośmiornicy podawane na zimno). Kolację jada się dopiero ok. godz. 22:00 i jest ona bardzo obfita. Na stole może pojawić się fidela - przypomina paellę, ale na bazie makaronu. Bardzo popularne są ryby i chipsy do mięsa (!) zamiast ziemniaków. Przez pory posiłków chodzi się spać bardzo późno (czasem nawet o pierwszej w nocy!), co nie jest dla hiszpańskiej młodzieży takim problemem, bo zajęcia zaczynają się o 8:30, a kończą około 14:30.
Po otrząśnięciu się z pierwszego szoku, zaczęliśmy integrować się z naszymi hiszpańskimi kolegami. Pierwszy dzień poświęcony był m.in. grom i zabawom, a także rozmowom z innymi uczestnikami wymiany. Odbył się również mecz piłki nożnej - Polska pokonała Hiszpanię 3:2!
Hiszpanie są bardzo otwartymi ludźmi, lubiącymi spotykać się i dobrze się bawić w gronie znajomych. Nasi nowi koledzy się bardzo zainteresowani polską kulturą i obyczajami. Szybko nauczyli się wielu polskich słów.
Spędziliśmy również dwa dni w San Sebastian - pięknym mieście przy granicy z Francją nad Zatoką Biskajską. Mieliśmy okazję podziwiać olbrzymią figurę Chrystusa położoną na ruinach twierdzy Castillo de Santa Cruz de la Mota. (czyt. castijo de santa kruz de la mota.)
Myślę, że przez dziewięć dni wymiany nauczyliśmy się wszyscy bardzo, bardzo dużo. Poznaliśmy kulturę i życie Hiszpanów od kuchni, mieliśmy okazję sami doświadczyć ich trybu życia i poznać wspaniałych ludzi. Wydaje mi się, że ta wymiana udowodniła nam też jak ważne w naszym życiu są języki i umiejętność improwizacji w trudnych chwilach. Poza tym, spędziliśmy miło czas i bardzo się zintegrowaliśmy jako grupa znajomych. Czekamy teraz na rewizytę Hiszpanów w Polsce, zastanawiając się JAK TO BĘDZIE?
Anna Molicka kl. II Gm